Odpowiedź na to pytanie brzmi: różnie.
Z jednej strony ADHD daje mi wiele korzyści. Wiąże się z kreatywnością, ogromną ciekawością świata, zdolnością do szybkiego uczenia się interesujących mnie rzeczy, dużą ilością energii oraz nieustannym generowaniem pomysłów. Nie chciałabym stracić tych cech, ponieważ są one ważną częścią tego, kim jestem.
Z drugiej strony ADHD jest bardzo obciążające. Przez całe życie musiałam wypracowywać różnego rodzaju strategie kompensacyjne, które pozwalają mi funkcjonować w świecie zaprojektowanym dla osób działających w inny sposób. Wiele z tych metod działa, ale wiele obszarów nadal sprawia mi trudność. Są rzeczy, z którymi pomimo ogromnego wysiłku nie radzę sobie tak dobrze, jak bym chciała.
Boli mnie to, że przez wiele lat nie rozumiałam, dlaczego jestem inna. W dzieciństwie i okresie szkolnym spotkało mnie wiele nieprzyjemnych sytuacji wynikających z objawów, których sama nie potrafiłam wyjaśnić. Wiedziałam jedynie, że coś jest ze mną nie tak, skoro niektóre rzeczy przychodzą innym łatwo, a mnie wymagają ogromnego wysiłku.
Jako osobie dorosłej jest mi zdecydowanie łatwiej. Rozumiem siebie znacznie lepiej. Nadal jednak zdarzają się sytuacje, które są dla mnie bolesne. Szczególnie wtedy, gdy ktoś mówi mi: „Proszę się bardziej skupić”.
Dla wielu osób jest to niewinne zdanie. Dla mnie brzmi ono czasem tak, jakby osobie bez nogi powiedzieć: „Proszę szybciej przebiec ten odcinek”. Taka osoba przebiegnie tyle, ile może, w swoim tempie i wykorzystując wszystkie dostępne zasoby. Ja często mam poczucie, że już robię wszystko, co potrafię, a mimo to słyszę, że powinnam zrobić jeszcze więcej.
Jednocześnie mam w sobie ogromną upartość. To ona sprawia, że się nie poddaję. Czasem mam wrażenie, że próbuję wygrać maraton mimo tego metaforycznego „braku nogi”. Wiem, że pewnych rzeczy nie wykonam tak samo jak inni, ale mimo to próbuję znaleźć własną drogę do celu.
Jak ADHD wpływało na moją samoocenę?
W dzieciństwie bardzo negatywnie.
Byłam niezdarna. Ciągle się o coś obijałam, przewracałam, wpadałam na przedmioty, strącałam rzeczy. Najczęściej nie wynikało to z braku ostrożności, tylko z tego, że moja uwaga była gdzieś indziej. Myślę, że dla części nauczycieli byłam po prostu męczącym dzieckiem. Dużo mówiłam, wierciłam się, zadawałam pytania, odwracałam się podczas lekcji. Jako dziecko nie rozumiałam, dlaczego budzi to taką irytację.
Przez wiele lat nie rozumiałam również własnych reakcji na bodźce. Nie wiedziałam, że dźwięki mogą mnie przeciążać. Nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak przebodźcowanie. Nie wiedziałam, że moje zmęczenie po całym dniu często nie wynika z lenistwa czy złej organizacji, ale z przeciążenia układu nerwowego.
Mam czasami poczucie, że większości tych rzeczy musiałam nauczyć się sama. Żałuję, że nie dostałam instrukcji obsługi własnego mózgu dużo wcześniej.
Jakie są koszty psychiczne ADHD?
Czasami porównuję to do dziecka znajdującego się w lunaparku.
Wyobraźcie sobie dziecko, które chce skorzystać ze wszystkich atrakcji jednocześnie. Chce pojechać kolejką górską, pójść do domu strachów, zjeść watę cukrową, pobiec do karuzeli i jeszcze zobaczyć pokaz sztucznych ogni. Nie dlatego, że jest niegrzeczne. Po prostu wszystko wydaje mu się fascynujące.
Tak właśnie często czuję się w swojej głowie.
Mam ochotę robić więcej, niż jestem w stanie. Interesuje mnie więcej rzeczy, niż jestem w stanie zrealizować. Chciałabym przeczytać więcej książek, rozpocząć więcej projektów, nauczyć się kolejnych umiejętności i rozwijać następne pomysły.
Dlatego przez całe życie uczę się hamowania.
Problem polega na tym, że nie hamuję czegoś, czego nie lubię. Hamuję rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Hamuję własną ciekawość, własny entuzjazm i własną potrzebę działania. Musiałam nauczyć się samoregulacji, ponieważ bez niej mogłabym doprowadzić do chaosu zarówno w swoim życiu, jak i w życiu osób wokół mnie.
Co czuję, gdy zapominam o ważnych rzeczach?
Najczęściej frustrację.
Nie dlatego, że nie zależało mi na tej wizycie czy spotkaniu. Wręcz przeciwnie. Często są to rzeczy dla mnie ważne. Problem polega na tym, że moja pamięć nie zawsze działa tak, jakbym chciała.
Dlatego od dawna bardziej ufam systemom niż sobie. Korzystam z kalendarzy, przypomnień, notatek i alarmów. Nauczyłam się, że poleganie wyłącznie na własnej pamięci jest ryzykowne.
Co czuję, gdy mam dziesięć pomysłów i żadnego nie kończę?
Przede wszystkim frustrację i poczucie przeciążenia.
Paradoks polega na tym, że zazwyczaj wracam do rozpoczętych projektów. Rzadko porzucam je całkowicie. Problem polega raczej na tym, że mam ich zbyt wiele jednocześnie.
Przez lata nauczyłam się wszystko zapisywać. Tworzę listy, notatki i plany. Coraz częściej korzystam także ze wsparcia innych osób. Przykładowo w prowadzeniu firmy ogromnie pomaga mi sekretarka, która wspiera mnie w organizacji rzeczy, które dla innych mogą wydawać się proste, a dla mnie bywają bardzo obciążające.
Jak wygląda zmęczenie po całym dniu kontrolowania własnego umysłu?
To specyficzny rodzaj zmęczenia.
Nie wynika z ciężkiej pracy fizycznej. Często nawet nie wynika z liczby wykonanych zadań. Jest skutkiem nieustannego monitorowania siebie.
Pilnuję czasu. Pilnuję terminów. Pilnuję, żeby nie odpłynąć myślami. Pilnuję, żeby nie mówić za dużo. Pilnuję, żeby nie przerywać innym. Pilnuję, żeby nie rozpoczynać kolejnych projektów. Pilnuję, żeby dokończyć rozpoczęte zadania. Pilnuję, żeby nie przeciążyć się bodźcami.
To trochę tak, jakby przez cały dzień jednocześnie wykonywać swoją pracę i pełnić funkcję własnego menedżera, nauczyciela, sekretarki oraz strażnika ruchu drogowego we własnej głowie.
Wieczorem często czuję, że najbardziej zmęczona jestem właśnie tym ciągłym kontrolowaniem samej siebie.